Camden Town, czyli dzielnica Londynu, która słynie z wielkiego targowiska ciągnącego się po całym jego obszarze jest z pewnością miejscem wartym uwagi, kiedy przebywamy w stolicy Anglii. Pierwszy raz Camden udało mi się odwiedzić już w drugiej klasie gimnazjum, czyli 6 lat temu. Wtedy miejsce to miało na pewno troszeczkę więcej klimatu niż teraz, przynajmniej dla osób, które naprawdę interesują się cięższą muzyką. Było to miejsce przeznaczone głównie dla słuchaczy metalu, reggae, czy punku. Ja zaliczałam się wówczas do tych pierwszych, lecz z czasem gust mi się nieco rozwinął.
Ale do rzeczy...
To, co pierwsze rzuca nam się w oczy po wyjściu z metro to słynny pub "The World's End" nigdy nie świecący pustkami. Przyciąga turystów staroświeckim wyglądem i mnóstwem koncertów, które odbywają się w jego drugiej części, mianowicie: "The Underworld Club". Od wielu lat wydobywają się stamtąd dźwięki przeróżnej muzyki, głównie punkowej. Często gra tutaj polska kapela o nazwie "Dezerter", może ktoś kojarzy?
Przechadzając się uliczkami Camden ciężko się zdecydować na czym skupić swój wzrok. Camden Market przykuwa uwagę mnóstwem towaru z całego świata, na ścianach budynków wiszą ogromne reklamy zachęcające przechodnia do wykonania sobie tatuażu lub piercingu.
Ruch uliczny jest ograniczony ze względu na ogromną liczbę turystów.
Bardzo tanio można nabyć w sklepach ubrania, czy też markowe, oryginalne buty. Niestety trzeba uważać na podróbki, dlatego jeśli liczymy na coś firmowego, radzę skorzystać ze sklepu stacjonarnego, a nie ze straganu.
Zagłębiając się nieco w dzielicę co jakiś czas natrafimy na brązowe posągi koni, tu zaczyna się Stables Market.
Idąc dalej natkniemy się na pchli targ. Tam dźwięki szeleszczących pocztówek, stukających kuferków i rozpinanych vintydżowych torebek są nieustające. Często można trafić na przedmiot warty dużo więcej, niż na owym targu.
W którymś momencie na pewno do naszych nozdrzy dotrze woń orientalnej kuchni, otóż w samym sercu Camden rozpościera się alejka, na której stoją stragany z jedzeniem. Od kuchni tajskiej, po japońską, indyjską, czy chińską. Do wyboru do koloru. Soczysty zapach świeżego jedzenia zachęca przechodniów do krótkiej przerwy w zwiedzaniu.
Gdyby jednak sam zapach nie wystarczył - wyszkolone dobrze w swym fachu handlarki, donośnym głosem zapraszają klientów do zakupu oraz darmowej degustacji.
W zasadzie, gdyby się przejść po całej alejce i testować przysmaki, można się najeść za friko.
Oprócz orientalnej kuchni natkniemy się również na kuchnię włoską. Włosi słyną z najlepszej kawy i deserów, głównie tiramisu. Warto spróbować.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz